21 lutego 2019

Sal - Kotki w kąciku robótkowym


Witajcie!

Zapraszam wszystkie chętne osóbki na wspólne haftowanie oto takiego obrazka:

Soda - kotki w kąciku robótkowym (Soda-sewing cats)


Zaczynamy 1 marca, kończymy 30 listopada (prezent na Święta)
Haft może być wykonany o wiele szybciej, tyle że na początku grudnia odbędzie się ogólne podsumowanie prac wszystkich uczestników.

Zasady:
  1. Zostawiamy komentarz z linkiem swego bloga
  2. Umieszczamy banerek na pasku bocznym u siebie na blogu
  3. Wysyłamy e-maila o wzorek z linkiem do swego bloga
  4. Na początku każdego miesiąca linkujemy postępy pod odpowiednim postem na tym blogu
(Dajcie, proszę znać czy chcecie grupę na fb)



Inlinkz Link Party

15 lutego 2019

Domek nr 1


Witajcie!

Tak oto wygląda mój pierwszy wyhaftowany domek z serii domków "4 pory roku", a raczej drugi w kolejności według wzorku, bo ten zielony to jest lato. Ale zaczęłam od lata. bo łatwiej mi było haftować ze środka kanwy i te zielono-różowe kolorki bardziej mi się kojarzą z wiosną niż latem.
Wzór jest bardzo łatwy, haftowało się go dość szybko. Na razie, pomimo jaskrawych kolorków,wygląda  trochę płasko, bo brakuje mu ściegów konturowych, a jest ich tu sporo, ale po dodaniu konturu napewno nabierze więcej życia. Haft zaczęłam 1 lutego, a skończyłam 12 lutego, z tego 1-2 dni prawie nie haftowałam albo bardzo mało, a pozostałe 10 dni spędziłam sporo godzin. Więc nie myślcie, że skoro wzó łatwy, to powstał w jeden wieczór. Przecież to tyle krzyżyków trzeba było postawić. Czasami nawet się nudziłam, ale bardzo rzadko, bo ciągle lubię sprawdzać czy nigdzie napewno nie popełniłam błędu - nie przepadam za pruciem.





Dane techniczne:
Zweigart płótno Linda 27 ct w kolorze białym,
nicie: DMC i Anchor

Tak, tak, mieszanka kolorów firmy DMC i Anchor. Dobierałam kolory sama za pomocą katalogu Dmc, więc wszystkie odcienie są skrupulatnie dobrane. Początkowo chciałam haftować tylko nićmi Anchor, bo na przykład: kolor zielony do zielonego domku i żółty do żółtego miałam u siebie w zasobach i to po kilka pasemek, a takich samych odcieni DMC nie miałam żadnego. Bardzo się ucieszyłam, gdyż pomyślałam, że po co mam kupować DMC, kiedy mogę wykorzystać to co mam i tymbardziej dziwnym trafem miałam po kilka pasemek. Ale nie trwało to długo, ta moja uciecha skończyła się dość szybko - gdy zaczęłam dobierać inne kolorki Anchor i porównywać je z DMC. Kilka zalecanych odcieni Anchor sporo różniło się od tych zalecanych DMC, więc w tym wypadku zostawałam przy DMC. Ale miałam też sytuację, gdy Anchor odcień sporo różnił się od Dmc, a Dmc danego numerku nie miałam, i pan w sklepie też nie, bo on ma część DMC i część Anchor. Nie pozostawało mi co innego jak nabyć Anchor odpowiedni odcień według swego uznania. Takie mieszane dobieranie nici kosztowało mi sporo zachodu, biorąc pod uwagę, że nicie mam w kilku torbach i po kilka pasemek z projektami w toku, a i tak musiałam kilka razy skoczyć do sklepu. Myślałam, że nie dam rady, ale uporałam się.


Co do płótna, powiem szczerze, że najpierw krzyżyki na tym płótnie wydawały mi się zbyt duże, poprzenio haftowałam metryczkę na kanwie 16ct i trochę dziwnie się z tym czułam, ale nie najgorzej powodziło mi się, więc zostałam przy swoim wyborze. Raczej wybór nie był mój, Linda była zalecana przez projektanta, a ja właśnie posiadałam ją. Jedyne to, że musiałam je naciągnąć na ramę bądź tamborek, bo Linda jest dość miękka, a chciałam, żeby krzyżyki były idealne, bo wiecie, pracy tu będzię sporo.

W marcu planuję wyhaftować jeszcze jeden domek, ten piewrszy - żółty. I dopiero w kwietniu - maju wyhaftować konturki. W kwietniu moi chłopacy będą mieli dwa tygodnie wakacji, więc nie wiem jak tam będzie z krzyżykami, z tego też powodu planuję backstitche na kwiecień.

To tyle o domku. Przez ostatnie dwa dni probuję złożyć zamówienie i po dostawie nareszcie zabrać się za mój biały mak, a także mieć wszystkie dodatki do metryczki, ale jak na razie suma rzeczy w koszyku przekracza moje możliwości, i utknęłam. A utknęłąm też z tego powodu, że nie mogę zdecydować się co do tla do mego  nowego projektu i nie wiem czy to dobry pomysł kupować kilka odcieni na raz, żeby zdecydować się na ten jeden, a pozostałe do schowka. Och jak ja nie lubię zakupów online...


08 lutego 2019

Hafciarskie podsumowanie nr1 - styczeń


W styczniu wyhaftowałam pierwszy etap metryczki morskiej, która jest zgłoszona do zabawy "Nowy haft na Nowy Rok" i postawiłam kilka krzyżyków na mojej metryczce kuchennej, którą haftowałam kilka lat temu w ramach zabawy RR, ale nie została wtedy skończona.

Tak oto prezentuje się moja morska metryczka:



Początek tej pracy wypadł mi na 25 stycznia, czyli wzięłam do ręki kanwę, zrobiłam ściegi pomocnicze i postawiłam pierwsze krzyżyki. Pracowałam nad tą metryczką do 31 stycznia. Nie pamiętam dokładnie, czy każdego wieczoru zasiadałam do niej, ale dość często. Wogóle tak późno zabrałam się do haftu. bo czekałam na dostawę lampy. Potrzebowałam wysokiej lampy do salonu przy kanapie bądź fotelu, żeby mogłabym haftować wieczorami, bo niestety dniem przy oknie nie zawsze mam czas usiąść, a wieczorem z mężem oglądając film badź program można stawiać krzyżyki. Na ogół bardzo fajne rozwiązanie dla nas obydwu, bardzo się cieszę z zakupu. 

Tak ma wyglądać efekt końcowy metryczki:


Moja drukarka zbyt niebiesko wydrukowała obrazek i wzór, że nawet zaczęłam zastanawiać  czy nie pozmieniać mi turkusy na bardziej niebieskie odcienie, ale zrezygnowałam. Turkus w tematyce morskiej wygląda mi atrakcyjniej, tak trochę inaczej niż klasyczny niebiesko-czerwony, chociaż i ten klasyczny wariant bardzo uwielbiam. 

Największe moje zdziwienie było, gdy mój drugi najstarszy syn (mam 4 synów) zobaczył wzór i zamówił go sobie do pokoju na ścianę, a później każdego razu gdy zasiadałam za haft, podbiegał i sprawdzał ile już dałam rady wyhaftować. Musiałam wyjaśnić synkowi, że trochę to potrwa i, że haft planuje skończyć dopiero w czerwcu haftując częściami każdego miesiąca. Wiecie, jakie to fajne jest  uczucie, gdy dziecko chce pracę mamy dla siebie, że go interesuje co mama haftuje.

Na zabawę zgłosiłam kilka prac i chociaż ta metryczka jest pod numerem 3, ale zaczęłam od niej, bo miałam najmniejsze braki w kolorkach do tego wzorku. I tak trochę musiałam pokombinować, kolor DMC 3810 zamieniłam na ciut ciemniejszy DMC 3809. Na dzień dzisiejszy kończy mi się kolor DMC 321 i brakuje mi drugiego motka nr 3849, bo pierwszy już ku końcowi. Niestety zamówienie nie jest tak łatwo złożyć, bo w sklepie brakowało Mill Hill koralików w odcieniu kryształowym pod numerem 00161, które są mi potrzebne do tej metryczki i do obrazku z sarenką, więc czekałam. Dzisiaj otrzymałam odpowiedź, że koraliki w kolorze kryształu już są, więc w ciągu kilku dni muszę dokładnie sprawdzić brakujące mi materiały do moich projektów, a one są, uwierzcie. Oprócz koralików, metryczka potrzebuje nici Kreinik nr 085. Mam ten odcień, ale bardzo cieńkie i nie jestem pewna czy to dobry pomysł złożyć w kilka nici, bo to są jednak metalowe nicie i z nimi się pracuje inaczej. Maki miałam zamiar zacząć od środka, jest najtrudniejszy, ma dużo kolorków i koraliki w dwóch odcieniach, a dopiero później płatki, ale niestety brakuje mi dwóch odcieni DMC i koralików. Chyba będę  musiała wrócić do metryczki i zaczekać na dostawę nici. Na razie jestem w trakcie haftowania domku, obrazu nr 1, nićmi Anchor, których dobranie zajęło mi sporo zachodu, ale przynajmniej mogę je kupić tu na miejscu, u nas w miasteczku. Ale powiem szczerze, że gdyby nie książka DMC z odcieniami nici, to nie wiem na jakiej kombinacji kolorystycznej skończyłabym, ale o tym będzie w innym poście. Więc nie jest tak łatwo uzbierać potrzebny materiał w szybkim czasie, gdy w grę wchodzą nicie metalowe o specificznym kolorze, koraliki i zamiana nici. Chociaż teraz na samą myśl, że będę musiała złożyć zamówienie na różne brakujące drobiazgi z dostawą kosztującą mnie okołą 10 euro, czuję dreszczyk, bo co jak zapomnę jedną rzecz?...


Jeszcze jedną pracę, którą chciałam Wam pokazać, to metryczka kuchenna, którą haftowałam kilka lat temu. 


W styczniu udało mi się skończyć ten malutki obrazek w górnim lewym rogu, ten pierwszy. Brakowało mu szarych półkrzyżyków i konturówki, i od razu nabrał innego wyglądu. A także zaczęłam ostatni obrazek w dolnim prawym rogu i na tym przerwa. Miałam w planach skończyć go całkowicie, ale cieszę się, że i tak trochę do przodu. Teraz mi trudno powiedzieć, kiedy do niego wrócę, ale jak tak patrzę to myślę sobie -  tak mało mu brakuje ...


To tyle w tym poście o styczniu...
Cieplutko pozdrawiam i do następnego!



15 stycznia 2019

Nowy haft na Nowy Rok


 O zabawie u Ani - Nowy haft na Nowy Rok dowiedziałam się już kilka dni temu. Najpierw przez jakiś czas zastanawiałam się nad udziałem, bo w tym roku chciałam bardziej skupić się na pracach zaległych, niedokończonych. Później jednak doszłam do wniosku, że znudzę się haftując tylko prace z minionych lat i potrzebuję coś nowego, świeżego na ten Nowy Rok. Następny krokiem było wybranie wzoru. Sporo mam wzorów, które chciałabym wyhaftować, ale niestety trzeba wybrać te naj naj, a także, które będą pasować do wystroju wnętrza naszego domu. No więc,  wybór padł od razu na kilka haftów:

Nr 1: Domki - Pory Roku


Te domki wpadły mi w oko jak tylko ukazał się pierwszy z czterech domków, ponad dwa lata temu. Nadal mi się podobają - takie jaskrawe i urocze. W gazetce jest podana propozycja uszycia 4 poduszek, jak widać poniżej, ale ja to widzę właśnie w postaci obrazu z biała ramką, tak jak na obrazku mam powyżej. 



Nr 2: Biały mak


Urzekł mnie już kilka lat temu i był na liście oczekującej. Co do tego wzoru miałam obawy praktyczne, bo wzór zawiera koraliki, a ja go chcę wykorzystać do uszycia poduszki. Posiadając gromadkę małych dzieci najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby użycia go jako obrazu, ale ten wariant nie pasuje mi.  Zostaje mi tylko znalezenie sposobu na bardzo mocne przymocowanie koralików i wydanie zakazu dotykania poduszki.


Nr 3 - Morska metryczka i Nr 4 - Sarenka w lesie


Te dwa wzory skradły moje serce w poprzednim roku. Metryczka morska ukazała się w gazetce Cross Stitcher na początku 2018 roku, a sarenka w końcu tegoż roku. Metryczkę morską mam w planach wygaftować w pierwszej połowie roku do pokoju chłopaków, którzy mają właśnie pokój w tematyce morskiej. 

 


A sarenkę, po skończeniu morskiej metryczki, więc te dwa obrazy łączę w jedną pozycję. Być może zajdą zmiany, ale czas pokaże. Na razie lączę je w jedno. 

Każdą z tych pozycji, a mam je trzy, będę haftowała przez tydzień w ciągu każdego miesiąca i takim sposobem otrzymam cztery obrazy pod koniec roku. Czwarty tydzień zarezerwowałam dla prac zaległych. W ciągu kilka następnych dni komplektuję materiał i nicie, i do pracy.

Takie oto plany mam na ten Nowy 2019 Rok. I chociaż w moim życiu ososbistym zaszły zmiany i musiałam zrezygnować z pracy, sama jestem ciekawa swoich wieczoró hafciarskich i co z tego wyniknie. 

A tu mam kilka wzorów do pokazania, które zostały czekać na swoją kolej, o ile nie zmieni mi się gust. 


Rozważałam oto nad tymi 4 metryczkami - 4 Pory Roku, ale nie znajduję dla nich miejsca na ścianie.



Decydując się na biały mak, miałam kilka innych wzorów do wyboru. Najbardziej mnie kusił bukiet maków na niebieskim tle i białe orchideje. Natomiast dla swojej mamy chciałabym wyhaftować róże. Podobają mi się też magnolie, gdyby zmienić tło na białe, to pasowałyby takie podusie do mego salonu. 


Gdy decydowałam się na metryczkę i sarenkę, chciałam dołaczyć też kury, ale stwierdziłam, że tego może być za dużo i mimo, że mi się bardzo podobają, jednak do mojej kuchni, niestety, nie będą pasować. Muszę wymysłeć inne rozwiązanie dla wzoru z kurami, może torbę na zakupy? ... Ale to już odległe plany. 


Właśnie odkryłam, że chcę mieć kilka obrazów z roślinkami, wiecie, taki oaz zieleni w postaci obrazów. 



A to moje drugie odkrycie, że podobają mi się uliczki, domki w hafcie, więc ten obraz jest już w kolejce. Prawda, poza tym haftem, jeszcze są dwa wzory uliczek z domkami na mojej liście do wyszycia. To tyle na dzisiaj.

Jutro mnie czeka wycieczka do krainy moich zapasów tkanin i nici... 




09 stycznia 2019

Nowy Rok 2019 i skuteczne planowanie według Anny Edit


Nowy Rok, nowe plany, nowe postanowienia....

Czy chcemy czy nie, nowy 2019 rok nadszedł nie pytając nas o zdanie. Wiadomo, wypadałoby coś tam zaplanować, coś tam postanowić itp. Więc ja też jak i większość z Was, przemyślałam swoje robótkowe i czytelnicze plany na 2019. Nie były to jakieś bardzo ambitne plany, ponieważ łatwo jest planować, gdy jest zima, gdy wieczory są długie i można więcej czasu spędzić nad książką bądź robótkami, inaczej, niestety jest, gdy ma się małe dzieci i długie jasne wieczory wiosną i latem. Więc, podstawowe plany, to robienie kartek, dłubanie haftów i czytanie książek. Takie trzy podstawowe kategorie. O haftach i kartkach będzie w następnych postach bardziej szczegółowo, dzisiaj natomiast bardziej ogólnikowo. Ogólnie rzecz biorąc nic nowego nie napisałam Wam, skoro blog jest o hafcie i kartach, wiadomo, że podstawowe plany będą o kontynuacji poprzednich dzieł. Nawet z notatników doszedł mi tylko jeden nowy zeszyt, to kalendarz na 2019 rok, który widzicie na zdjęciu po środku. Po lewej stronie notatnik - pamiętnik, po prawej natomiast notatnik do robienia szkiców kartek.



Tutaj pokazuję Wam jak wygląda moje szkicowanie kartek i książkę, którą teraz czytam. Zazwyczaj przed rozpoczęciem robienia kartki, uwielbiam zrobić kilka szkiców, to chyba już zostało ze mną ze szkoły plastycznej. Uwielbiam też czytać i zawsze mam którąś książkę przy łóżku, tyle że o wiele częściej zaglądam do telefonu niż do książki przed zaśnieciem, takie są realia i to jest smutne... Zobaczymy czy w tym nowym roku uda mi się zmienić swoje przyzwyczajenia...

Wiecie, lubię ten czas, początek nowego roku, bo wtedy ukazuje się sporo artykułów, podkastów o planowaniu i różnego rodzaju postanowieniach. Fajnie jest sobie przypomnieć jak to jest z tym planowaniem. Ostatnio przeczytałam post Anny Edit o skutecznym planowaniu i bardzo przypadł mi do gustu, bo jest życiowy i nie narzuca zadań ponad siły. Artykuł jest w języku angielskim, ale można go sobie przetłumaczyć w google i nadal zostaje bardzo czytelny i zrozumiały. 

Napiszę o nim tutaj w skrócie. 

Anna wyodrębnia 6 podstawowych kroków:

 "KROK PIERWSZY: Bądź na bieżąco. Lista rzeczy do zrobienia po prostu nie działa, jeśli nie łączysz ją z tygodniowym harmonogramem. Masz wszystkie spotkania w poniedziałek? Wtedy jest szansa, że ​​twoja lista rzeczy do zrobienia pozostanie nietknięta, więc stwórz sobie małe zadania lub wogóle żadne. Masz wielkie spotkanie w środę po południu? Najlepiej jest zostawić poranek wolny od zadań, które nie są związane z przygotowaniem do spotkania." 

 "KROK DRUGI: Ucz się z przeszłości. Jedną wielką rzeczą, którą mamy ochotę ignorować jest to, że ignorujemy się, jeśli chodzi o planowanie; jak czujemy się emocjonalnie i fizycznie w różnych momentach dnia, tygodnia lub miesiąca. Jeśli ledwo możesz utrzymać oczy otwarte po 15 po południu, to dlaczego, do cholery, planujesz wykonywać zadania o najwyższym priorytecie po południu? "

"KROK TRZECI: Bądź realistą. Jest w nas coś ludzkiego, co czyni nas strasznie nierealistycznymi z naszym czasem. Gdybyś tylko miał pensa za każdym razem, gdy myślałeś, że możesz wykonać coś w ciągu godziny, a tak naprawdę zajęło to cztery - czy mam rację? "

"KROK CZWARTY: Znajdź swoje strukturę. Sposób zapisywania tygodniowego planu dla każdego będzie inny. Osobiście używam jednej strony w dzienniku Bullet Journal i planuję tam cały swój tydzień. Utrzymuje wszystkie moje plany w jednym miejscu i ze względu na ograniczenia strony nauczyłam się, że są zwięzłe i dlatego łatwiejsze do wykonania."

"KROK PIĘTY: Trzy zadania dziennie. Oto moja największa wskazówka. W swoim cotygodniowym planie zapisz tylko trzy zadania do końca każdego dnia. To może zabrzmieć nieco jak cofnięcie się do tyłu, ale ma sens. Trzy zadania dziennie ładnie się rozdzielają; pierwsze na samym początku dnia, drugie przed lub po obiedzie, a następnie wykonaj trzecie, ostatnie, po południu, zanim zkończysz dzień."

"KROK SZÓSTY: Doceniaj swój czas. Jeśli nadal masz problemy ze znalezieniem wydajności, być może nadszedł czas, aby być bardziej uważnym w godzinach pracy. Wiem, że pracując dla siebie, muszę unikać przypadkowych kaw i spotkań, które ostatecznie zabierałyby mnie z mojego biurka przez całe dnie na raz. Odkryłam też, że dla mnie najlepsze, to zawsze mieć poniedziałki w domu, o ile jest to możliwe, ponieważ właśnie w poniedziałki, doświadczam moich najwyższych poziomów motywacji w ciągu tygodnia. Bądź samolubny, wydaj efektywnie swój czas."
Trochę poprawiłam niektóre słowa, zdania, minimalistycznie. Niby wszystko wiadomo, ale fajnie jest sobie poczytać, przypomnieć. Gdy zastanawiam się nad swoimi robótkami biorąć pod uwagę krok piąty i krok pierwszy, to cieszę się, jeżeli czasami wykonam bynajmniej jedno zadanie, bo co tu ukrywać, ale mam czasami tyle do zrobienia, że nie zostaje mi czasu na swoje przyjemniejsze sprawy. Ale ostatnio bardzo skutecznie wdrążam do życia krok szósty, gdy starszacy są w szkole i maluch trzy godziny w przedszkolu przed południem, załatwiam rzeczy, które muszę zrobić w ciszy. Tak jak naprzykład teraz - piszę posta. Na jutro mam zaplanowane słuchanie godzinnego podkastu o planowaniu, w tym czasie będę kleiła kokardki. I chociaż wczoraj miałam zaproszenie na herbatkę w godzinach przedpołudniowych, niestety musiałam odmówić, bo wiedziałam, że mam popracować nad zadaniami, które są bardzo trudne do wykonania przy dzieciach w hałasie. Niestety takie jest życie i to prawda, że trzeba nauczyć się doceniać swój czas. Tymbardziej, że jesteśmy skłonni nie doceniać swój czas, nie umiemy być realistyczni, wiem to z doświadczenia. Mogłabym zgodzić się na herbatkę z myślą, że wykonam swój plan później, po południu bądź wieczorem, ale niestety tak to nie działa, znam to z przeszłości. Wiem, że po południu będę miała inne zadania, nieuniknione, takie jak np gotowanie obiadu, odrabianie lekcji z dziećmi, a wieczorem będę wyczerpana i mój mózg i ciało nie dadzą rady skutecznie tego wykonać i przesunie się to na inny dzień itp. A jednak nadal popełniam gafy, więc uważam, że dodatkowe przypomnienie nie zaszkodzi...

Życzę Wam wszystkim szczęśliwego Nowego Roku, a przede wszystkim udanego, splanowanego Roku!!!





07 lutego 2018

Prenumerata Cross Stitcher'a


Otóż to! Podzielę się z wami moim doświadczeniem prenumeraty powyżej wymienionej gazetki. Na początku stycznia, kilka dni po Nowym Roku, skusiłam się i kupiłam prenumeratę  na cały 2018 rok gazetki "Cross Stitcher" w wersji elektronicznej. Tak, tak...  w wersji elektronicznej. Przedtem zważywszy wszystkie "za" i "przeciw". Zalet było więcej, więc zdecydowałam się wypróbować taki o to sposób.

Szczerze, bardzo lubię wydania drukowane, książki wolę czytać w wersji papierowej. Lubię dotykać kartki, mam inne odczucia trzymanie wydania w ręku niż czytanie na ekranie, ale... Po kilku latach kupowania gazetek zgromadziła mi się spora objętość gazetek, które gdzieś trzeba pomieścić. Gazetek staje się  coraz więcej, a ja nadal mieszkam w tym samym domu i dom nie zwiększył  się. Powiem, że odwrotnie, doszło więcej dzieci, którzy muszą mieć swoją przestrzeń. Drugim ważnym punktem, była wydana kasa. Gazetki stają się coraz droższe... Trzecim i czwartym punktem było to, że z dodatków do gazetki bardzo rzadko korzystam, prawie nigdy, a mając zamiar wyhaftowac coś z gazetki, robiłam kolorową kopię wzorku, żeby nie zniszczyć kartek. Piątym punktem było to, że w wypadku pozbycia się gazetek, musiałabym najpierw wszystko zeskanować i zachować online. Więc, skoro skanuje i drukuje, to po co mam marnować czas na skanowanie, czas, którego mam bardzo mało i wydawać dodatkowe koszty na drukowanie bądź kolorowe kopiowanie, przy tym, że sama cena gazetek już jest nie mała. Z powodu wszystkich wymienionych powyżej punktów podjęłam decyzję o wersji elektronicznej.

W skrócie zalety wersji elektronicznej:
  1. Koszt. Prenumerata na cały rok kosztowała mnie tyle, ile wydałabym na 4 wydania drukowane, tu w Irlandii, więc 9 pozostałe mam za darmo. 
  2. Czas. Nie będę musiała skanować, w wypadku pozbycia się gazetek.
  3. Przechowywanie. Oszczedzam na miejscu, nie muszę głowic się gdzie mam upchnąć kolejne wydania. 

  • Drukowanie. Ani zaleta ani ujemna cecha, bo przedtem drukowałam żeby nie zniszczyć gazetki bądź robiłam kolorową kopię wzorku, i teraz będę musiała to zrobić w wypadku chęci wyhaftowania któregokolwiek wzorku.

  • Minusem jest czytanie z ekranu, a nie kartkowanie gazetki, co sprawia mi niedosyt poczucia szelestu kartek, ale cóż, czas na zmiany.


Tak wygląda okienko w środku aplikacji, mam otwarty dział - mój koszyk. Klikamy na gazetkę, którą chcemy przeczytać i otwierają się dwie stronicy na cały ekran. Jak to wygląda, można zobaczyć w moim poprzednim poście, bo tam są właśnie screenshot'y zrobione z tabletu. Wszystko jest bardzo czytelne. Aplikację posiadam na tablecie, co jest bardzo wygodne w korzystaniu i czytaniu, ale to już chyba chodzi o sam tablet, bo jest bardziej wygodny do czytania niż telefon.  
Tutaj znajdziecie link do prenumeraty. 
(Ha, ha, ha, ale wyreklamowalam im stronkę.) 
Ale tak na serio zastanawialam sie nad tym, że nawet jak mi wpadnie w oko wzorek z innej gazetki, np TWOCS lub innej, to kupię ją online. 

Dodam kilka szczegółów.
Na tablecie mam aplikację, gdzie mam dział - moje gazetki. 
Dużą zaletą jest to, że mogę je czytać nie mając zasięgu Internetu czyli będąc offline. Jest też opcja wydrukowania strony, a jakość jest dobra, 300dpi, standart dla kolorego druku. Niestety wydruk  możliwy jest tylko na stronie internetowej. nie da się tego zrobić poza zasięgiem internetu i na tablecie. Ponoć mają to ulepszyć.
Minusem jest to, że nie ma opcji zachowania, zapisania gazetek na dysk z powodu praw autorskich. Jedyne co wykombinowałam na dzień dzisiejszy, to robienie screenshot na tablecie. 

Czas ery elektronicznej nastał i dla mnie :)

Pozdrawiam
Agneta

06 lutego 2018

Przegląd gazetki Cross Stitcher nr 327 i nr 328

W tym roku zrezygnowałam z wielu gazetek, przede wszystkim z gazetek do robienia kartek. a gazetki do haftu mam wyłacznie w wersji elektronicznej. Dlaczego w wersji elektronicznej, o tym będzie w następnym poście, który ukaże się wkrótce. Pierwsze kroki rezygnacji z gazetek były w poprzednich latach, natomiast przed świętami nabyłam większość dostępnych mi gazetek, bo uwielbiam tematykę świąteczną. Kupiłam nie tylko wydania Cross Stitcher'a, ale także jedną TWOCS i dwie Cross Stitch Gold, o których napiszę trochę później, w innym poście.

Zrezygnowałam z kupowania gazetek do robienia kartek, bo według mnie, nie miało dalszego sensu wydawania pieniędzy i zagracania mieszkania, kiedy normalnie nie ma się czasu na robienie kartek wogóle. A gdy już nadchodziło zamówienie na jakąkolwiek okazję, to wykrojniki kupowałam ze sklepu, a często też i potrzebne papiery, a gazetki zakupione poprzednio dalej pokrywały się kurzem. 

A dzisiaj chciałam Wam pokazać dwa numery Cross Stitcher'a, które ukazały sie w nowym 2018 roku - Cross Stitcher nr 327 i nr 328.

Najpierw Cross Stitcher nr 327:

W tym numerze najbardziej mi się spodobała metryczka morska (Faye Walsh), kurki (Felicity Hall) i kolorowe cardki od Marii Daz. Zauważyłam też, że zmienił się styl projektantki Marii Daz. Poprzednio prace od M. Daz były bardziej o charakterze naturalistycznym, a teraz bardziej są kolorowe, jaskrawe i geometryczne, przeważnie w dwóch ostatnich numerach. Mogłabym stwierdzić, że teraźniejszy styl pani Marii stał się bardziej podobny do prac projektantek Durene Jones i Angely Poole (bardzo uwielbiam prace pani Angely). Być może to się dzieje z powodu popularności właśnie takiego stylu i pani Maria do tego się poprostu dostosowuje. Bo gdy spojrzymy na zawartość ostatnich numerów, to zauważymy, że większość projektów, to haft jaskrawy, bloczkowaty, retro. Np prace projektantki Emmy Congdon nie od razu przypadły mi do gustu, chociaż są geometryczne. Natomiast w tym numerze bardzo mi się podobają kawowe literki od pani Congdon.
Osobiście uwielbiam styl Faye Walsh (mam wyhaftowaną świąteczną metryczkę), Felicity Wall i większość prac Shannon Wassilief.
A Wy, zwracacie uwagę na projektantów ulubionych prac czy raczej nie?

A teraz zdjęcia:




Faye Walsh



Urocze miniaturki. Można je wyhaftować jako tryptych, pasują do siebie.




Cross Stitcher nr 328:

Niby kolorowo i ładnie, ale zachwytu ten numer nie wzbudził we mnie. Jedyna praca, która podoba mi się najbardziej, to autko od Felicity Hall... Print z ptakami jest śliczny, ale dałabym tu tło ciemno -szare bądź jasno- niebieskie. A sam haft wykorzystałabym w bardziej praktyczny sposób - uszyłabym podusię lub torbę. Kolorowanka nie przemawia do mnie, widzę ten projekt jako mixed media lub wykonany innym haftem, ale nie krzyżykowym, niestety... I to tyle. Pooglądajcie zdjęcia sami:









Susan Bates


Co sądzicie o tych dwóch ostatnich numerkach? 


Pozdrawiam
Agneta